Dzisiaj jest: 23 Czerwiec 2017    |    Imieniny obchodzą: Wanda, Józef, Albin

 

Polish Dutch English French German Italian Portuguese Russian Spanish Ukrainian

Rozmowa z Andrzejem Dąbrowskim, konsultantem w biznesie florystycznym, właścicielem grupy florystycznej Florand, która działa w różnych sektorach rynku kwiatowego.

Jak ocenia Pan aktualną kondycję polskiej branży florystycznej?

Patrząc globalnie na całą branżę można stwierdzić, że kondycja branży florystycznej jest kiepska. Jednak nie możemy tego uogólniać. Przecież na rynku jest wiele przedsiębiorstw, które dobrze zarządzane, znakomicie radzą sobie w obecnej sytuacji. Jednak zdecydowana większość ma kłopot w działaniu na bardzo konkurencyjnym rynku, na którym nie brakuje piętrzących się problemów: bardzo duża konkurencja we wszystkich sektorach rynku kwiatowego, nieuczciwa konkurencja, szara strefa, nieunormowany handel hurtowy kwiatami na giełdach i w hurtowniach, wysokie koszty obecnego modelu dystrybucji kwiatów, zwiększający się import kwiatów, który wypiera z rynku kwiaty rodzimej produkcji.

▶ Na rynku kwiaciarni trwa walka o przetrwanie.

▶ Szanse, by nie upaść, ma zaledwie co druga z nich.

Co ma wspólnego kość wołowa z bukietem kwiatów? Niewiele, choć zdarzają się wyjątki. Wśród kwiaciarzy krąży anegdota o tym, jak jeden z nich został zaproszony na ślub. Nowożeńcy zamiast o kwiaty poprosili gości o karmę dla zwierząt. Jeden z nich, dystrybutor kwiatów, kupił im więc największą kość, jaka była w sklepie. Zrobił to, bo kwiaciarzy złości, gdy ktoś odbiera im szanse na zarobek. Tym bardziej że jest o niego coraz trudniej.

Florand z Bolesławca chce stworzyć pierwszą w Polsce internetową giełdę kwiatów. W planach ma także stworzenie franczyzowej sieci kwiaciarni.

Platforma internetowa, która ma szansę zrewolucjonizować polski rynek kwiatów, może wystartować jeszcze w tym roku.

– Projekt jest gotowy, złożyliśmy już także wniosek o dotacje unijne – mówi Andrzej Dąbrowski, właściciel grupy florystycznej Florand z Bolesławca, zajmującej się hurtową i detaliczną sprzedażą kwiatów.

Święto nie jest w Polsce 
tak hucznie obchodzone jak w USA, ale dla wielu branż 
to sposób na zwiększenie obrotów.

Handlowcy starają się promować obchody walentynek. Dzisiaj ze wszystkich stron atakują nas czerwone serca i róże. Zdaniem 78 proc. Polaków to miły zwyczaj i dobra okazja, by powiedzieć bliskim o swoich uczuciach, wynika z badania przeprowadzonego przez program lojalnościowy PayBack. Jednak tylko co piąty badany wybierze się z tej okazji do restauracji, kina, klubu lub teatru. 57 proc. planuje spędzić walentynki w domu. To święto ma duże znaczenie tylko dla 14 proc. kobiet i 11 proc. mężczyzn. Jednak aż 85 proc. uważa, że to okazja do obdarowania kogoś bliskiego. Ale wielkich kwot nie chcą wydawać: 68 proc. wyłoży do 50 zł, 22 proc. – do 100 zł, a tylko co dziesiąty badany mocniej potrząśnie sakiewką. Mimo wszystko to dla handlowców dobry czas.

Już 22 stycznia Dzień Inspiracji - Finał Konkursu Think Big. Tego dnia 10-ciu Finalistów stoczy ostatnią rozgrywkę w walce o 40 000 zł. Wydarzenie uświetnią goście specjalni - reprezentanci rynku innowacyjnych technologii i przedsiębiorczości.

Szkoły odżywają jesienią, do fryzjera największe tłumy przychodzą na wiosnę.

W niektórych branżach sezonowość dotyczy tylko sprzedawanych produktów czy usług, co nie ma wpływu na moment otwarcia punktu. Jakie miesiące są najlepsze dla restauracji, jakie dla sklepów odzieżowych, a kiedy swój moment mają kwiaciarnie? W jakich okresach natomiast lepiej wstrzymać się ze startem danego biznesu?

Praktycznie w każdej branży są miesiące lepsze i gorsze. A cały cykl koniunkturalny powtarza się bez większych odchyleń co rok. Warto zwrócić uwagę na sezonowość w branży, w której planujemy naszą działalność. Startując w tzw. koniunkturalnym dołku, należy być bowiem przygotowanym na dokładanie do biznesu przez kilka miesięcy.

Strona 1 z 7