Dzisiaj jest: 23 Luty 2020    |    Imieniny obchodzą: Romana, Izabela, Damian

 

Polish Dutch English French German Italian Portuguese Russian Spanish Ukrainian
× Uwaga! Serwis florand nie jest już atkualizowany, zapraszamy na naszą nową stronę wsparcieflorystow.pl

Niebezpieczne rośliny w Polsce

Rate this item
(3 votes)

W Polsce w czasie wakacji możemy natknąć się na szereg niebezpiecznych roślin. Za pięknym wyglądem może skrywać się bardzo groźna trucizna. Skutki mogą być naprawdę tragiczne. Lepiej wiedzieć, czego można się po nich spodziewać.

 

Bieluń – ten eksperyment może być zabójczy

bielu dzidzierzawa

Częsty "podejrzany", jeśli idzie o tzw. zatrucia eksperymentalne. Żądni wrażeń młodzi ludzie traktują bieluń jak legalny i stosunkowo łatwo dostępny środek halucynogenny. Od opisów stosowania i stanów "po spożyciu" roi się na forach internetowych. Od ostrzeżeń przed tą rośliną – również.

Jak działają alkaloidy tropanowe zawarte w bieluniu? Dochodzi do pobudzenia ośrodkowego układu nerwowego. Zaczyna się od omamów wzrokowych i słuchowych, dezorientacji. Pojawia się suchość skóry i ostre zaczerwienienie błon śluzowych. Pobudzenie może przejść w ataki wściekłości i szału, a na koniec uspokojenie i w niektórych wypadkach – w narkotyczny sen. Ten z kolei może się skończyć tragicznie, jeśli przy dużej dawce dojdzie do porażenia ośrodka oddechowego.

– Skutki spożycia mogą być śmiertelne, ale jednak w większości takie osoby udaje się uratować. Kluczem jest udzielenie pomocy na wczesnym etapie objawów, jest to zresztą z reguły pomoc objawowa. Kontakt z takim pacjentem jest siłą rzeczy utrudniony, jeśli nie niemożliwy – opisuje dr n. med. Piotr Burda, krajowy konsultant w dziedzinie toksykologii i szef Biura Informacji Toksykologicznej w Szpitalu Praskim.

Bieluń to chwast tzw. ruderalny – pojawia się więc na terenach przekształconych przez człowieka: wysypiskach śmieci, gruzowiskach, poboczach dróg i nasypach kolejowych. Ma piękne białe kwiaty, ale prawdziwie niebezpieczne są jego nasiona. To w nich kryją się groźne alkaloidy.

Pokrzyk wilcza jagoda, czyli groźba w owocach

pokrzyk wilcza jagoda

W starożytnym Rzymie używano jej jako "popularnej" trucizny, a jeszcze wcześniej używana była do zatruwania grotów strzał. Znana po prostu jako wilcza jagoda lub, bardziej przewrotnie, jako belladonna.

Wszystkie części krzewu (ma on pół-półtora metra wysokości) zawierają alkaloidy tropanowe. Jeden zjedzony liść może zabić dorosłego człowieka, najbardziej trujący jest korzeń, za to najbardziej zdradliwe – same owoce.

Dzieciom mogą się skojarzyć z jagodami (kolor) bądź czereśniami – przypominają je wielkością i niestety, słodko-mdłym smakiem. Tymczasem spożycie dosłownie kilku owoców może być dla dziecka śmiertelne (dla dorosłego tragiczne może być spożycie 10-20 jagód).

Jak działają skopolamina i atropina, które są tutaj czynnikami toksycznymi? Objawy: pobudzenie aż do euforii, czasem napady szału; rozszerzone źrenice, światłowstręt, zaburzenia ostrości widzenia; tachykardia (czyli przyspieszenie akcji serca). Temperatura się podwyższa, wysycha błona śluzowa ust i krtani; pobudzenie stopniowo przechodzi w wyczerpanie i śpiączkę – a ta może się kończyć śmiercią wskutek porażenia oddechu.

Jeśli zatruty przeżyje pierwszą dobę, szanse wyzdrowienia są spore – zwłaszcza gdy zostały sprowokowane wymioty lub doszło do płukania żołądka. Zaburzenia wzroku oraz problemy psychiczne mogą się cofać nawet kilka dni.

Tojad mocny, czyli taka piękna trucizna

tojad mocny

Przyciąga uwagę wspaniałymi, fioletowo-granatowymi kwiatami na długiej łodydze. Można go też rozpoznać po obecności trzmieli, bo te owady mają „wyłączność” na jego zapylanie. Dość powszechnie występuje w Tatrach. Z jednej strony jest rośliną chronioną, z drugiej: często przesadzaną do ogródków, właśnie z uwagi na kwiaty.

Akonityna, otrzymywana zwłaszcza z korzenia tojadu (najbardziej toksyczna część rośliny), ponoć była najskuteczniejszą i najpowszechniejszą trucizną epoki Renesansu, za to w XVIII w. odkryto jej właściwości medyczne. Wyciągu z bulw używano jako środka przeciw migrenom czy nerwobólom. Ale właśnie ze względu na trujące właściwości tojadu bazujące na nim specyfiki dostały w wielu krajach szlaban.

Akonityna najpierw pobudza, a następnie poraża nerwy czuciowe i ruchowe. Jeśli dochodzi do śmierci, to wskutek paraliżu mięśni dróg oddechowych. Dawka powodująca zatrucie to dziesiąte części miligrama, zaś śmiertelna – kilka mg.

Z czasów, w których lecznicze właściwości wyciągu z korzenia tojadu były cenione, pochodzi zapewne inne zwyczajowe określenie rośliny: trzewiczki Matki Boskiej. Inna nazwa zwyczajowa – mordownik – wydaje się dziś bardziej adekwatna.

Nie mylić z pietruszką

Zatrucia tymi roślinami nie należą już najprawdopodobniej do częstych, ale kiedy do nich dochodziło, wynikały najczęściej z pomyłek. Wszystkie w pewnym stopniu mogą przypominać pietruszkę bądź pasternaka zwyczajnego; łączy je zresztą rodzina selerowatych.

Blekot pospolity rośnie w uprawach rolniczych jako chwast. Również zawiera trujący alkaloid: koniinę, która w drobnych dawkach podrażnia śluzówkę przewodu pokarmowego, w większych zaś może wywołać paraliż współczulnego układu nerwowego.

szczw plamisty

Jeszcze bardziej trujące są szczwół plamisty i szalej jadowity. Szalej to jedno z największych zagrożeń w tym zestawieniu. W jego liściach i łodydze kryje się cykutoksyna – silnie trujący, wielonienasycony alkohol.

szalej jadowity

Spożycie nawet niewielkich ilości skutkuje drastycznymi objawami już kilkanaście minut po spożyciu: zaczyna się od ślinotoku i pieczenia w ustach, poprzez mdłości i wymioty oraz ból jamy brzusznej, a w ciągu godziny po przyjęciu mogą się pojawić skurcze, drgawki, aż do śmierci. Ta jest finalnym wynikiem zakłóceń działania centralnego układu nerwowego.

Przez wiele lat istniało przekonanie, że to wywar z szaleju posłużył do wymuszonego samobójstwa Sokratesowi. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że chodziło o wspomniany szczwół plamisty. Osoba zatruta tą z kolei rośliną stopniowo słabnie, traci wrażliwość na bodźce; pojawiają się też skurcze. Do śmierci w skrajnych przypadkach dochodzi z uduszenia (porażenie ośrodka oddechowego).

Zdradliwe ozdoby pokojowe

Zagrożenie czai się nie tylko w lesie czy na łące. Czasem, nieoczekiwanie, skrywa się w domu lub ogrodzie.

Pochodzi z Meksyku, a do Europy dotarła w latach 30. poprzedniego stulecia. Tym, co najbardziej cieszy w niej oko w poinsecji, nie są właściwie kwiaty, lecz piękne liście podkwiatostanowe. W zależności od odmiany: czerwone, kremowe albo liliowe. W ostatnich latach również w Polsce stała się nieodłącznym elementem bożonarodzeniowej estetyki.

wilczomlecz nadobny

Jest uprawiana w szklarniach z myślą właśnie o okresie świątecznym – znamy ją powszechnie jako gwiazdę betlejemską. Mniej znane nazwy – poinsecja, wilczomlecz nadobny – wydają się w "świątecznym" kontekście mniej wdzięczne.

Za to warto pamiętać, że kontakt z mlecznym sokiem, jaki wytwarzają łodyga i liście tej rośliny, nie należy do przyjemnych. Ma on działanie silnie drażniące – w mniejszym stopniu dla skóry, w dużo większym: dla oczu, śluzówki jamy ustnej i przewodu pokarmowego, co ma oczywiście znaczenie przy ewentualnym spożyciu.

– To "stała pozycja" wśród domowych roślin ozdobnych, jeśli idzie o zatrucia. Najczęściej ulegają im małe dzieci, które są z natury ciekawe świata. Z tej ciekawości próbują liści takich roślin – mówi dr Piotr Burda.

Pieczenie, pęcherze i… paraliż

Zatruciami grozi też nadmiernie bliskie spotkanie z ozdobną difenbachią. Odpowiadają za to kryształy szczawianu wapnia, obecne we wszystkich partiach rośliny. Skóra może na nie zareagować stanem zapalnym z pęcherzami. Oczy łzawią i pieką, a powieki drętwieją.

difenbachia

Podobnie reaguje błona śluzowa jamy ustnej, a jeśli sok difenbachii dostanie się do strun głosowych, może spowodować ich czasowy paraliż i w efekcie: nawet kilkudniową utratę mowy. Natomiast spożycie difenbachii może skutkować czasową bezpłodnością.

Kontakt z mlecznym sokiem fikusa i krotonu – popularnych kwiatów doniczkowych – również skutkuje podrażnieniami. Bardziej niebezpieczny jest oleander, bo obecne w nim glikozydy oddziałują na pracę serca. Mogą też wystąpić po przypadkowym zjedzeniu rośliny nudności, wymioty i biegunka.

Jak leczyć, czy można zapobiegać?

– Stosujemy regułę: leczy się pacjenta, a nie truciznę. W praktyce niezwykle rzadko można ustalić, jaka roślina odpowiada za zatrucie. Na podstawie telefonicznego opisu jest to prawie niemożliwe. Z dziećmi jest ten z kolei problem, że przerażeni ich dolegliwościami rodzice najczęściej naciskają na tyle mocno, że dziecko albo się nie przyznaje, że cokolwiek zjadło, albo po prostu nie umie tego opisać. Słowem: najczęściej możemy reagować tylko na objawy – tłumaczy dr Burda.

Ile przypadków takich zatruć ma miejsce w Polsce w skali roku? – W mojej ocenie grupa zatruć grzybami i roślinami to ok. 2-6 proc. ogólnej ich sumy, w liczbach: ok. tysiąca prawdopodobnych zatruć. Dlaczego prawdopodobnych? Bo w Polsce nie istnieje spójny system kontroli i monitorowania zatruć w ogóle. I chodzi tu o wszystkie czynniki sprawcze, w tym m.in. leki, środki chemiczne czy "dopalacze" – wyjaśnia dr Burda.

Kiedy pytam, czy i w jaki sposób tym zatruciom można zapobiegać, szef Biura Informacji Toksykologicznej upatruje problemu właśnie w braku systemu. – Owszem, trzeba pilnować dzieci na łące czy na spacerze i sprawdzać, czy niczego nie pchają do buzi. Ozdobne kwiaty domowe należy tak umieszczać, by dzieci nie miały do nich dostępu. Natomiast brak „systemu wczesnego ostrzegania” o zasięgu krajowym siłą rzeczy wiąże nam ręce, jeśli idzie o bardziej zorganizowaną profilaktykę – mówi toksykolog.

Jaki jest efekt? – W przypadku roślin: umiemy wskazać, które gatunki są niebezpieczne, natomiast kiedy już dochodzi do zatruć, nie znamy ich dokładnej skali, proporcji, nie ma mowy o statystykach. Zwracam uwagę, że w każdym cywilizowanym kraju taki system istnieje, w USA od lat bodaj 50., a w Polsce – mimo kolejnych rozporządzeń i dyrektyw unijnych w tej sprawie – nadal go nie ma. Wielu zagrożeń pozwoliłby uniknąć, w tym tych związanych z zatruciami roślinami – podsumowuje dr Burda.

Autor: Mateusz Zimmerman
Źródło: Onet

Last modified on Thursday, 06 September 2012 16:05
× Uwaga! Serwis florand nie jest już atkualizowany, zapraszamy na naszą nową stronę wsparcieflorystow.pl
More in this category: « Miłość i kłamstwa