Dzisiaj jest: 20 Wrzesień 2020    |    Imieniny obchodzą: Renata, Filipina, Eustachy

 

Polish Dutch English French German Italian Portuguese Russian Spanish Ukrainian
× Uwaga! Serwis florand nie jest już atkualizowany, zapraszamy na naszą nową stronę wsparcieflorystow.pl
Automaty z kwiatami przyjęły się na rynku, ale dla spółki Flower Nordica były katastrofą  Automaty z kwiatami przyjęły się na rynku, ale dla spółki Flower Nordica były katastrofą (© Grzegorz Mehring)

Zbankrutowali i winią za to urzędników marszałka

Rate this item
(1 Vote)

Czy sięgnięcie po unijne fundusze może doprowadzić do ruiny prywatne przedsiębiorstwo? Okazuje się, że tak. Flower Nordica zamierzała wejść z innowacyjnym projektem bukietomatów. Spółka otrzymała dofinansowanie ze środków UE, jednak wkrótce po podpisaniu umowy ministerstwo zmieniło zdanie. Dotacja została cofnięta, a spółka pogrążyła się w milionowych długach.

Bukiet kwiatów z automatu - to miał być dobry, innowacyjny pomysł biznesowy gdańskiej spółki Flower Nordica. Automaty miały stać na lotniskach i stacjach benzynowych w całym kraju. Prosta zasada - wrzucasz pieniądze, otrzymujesz bukiet - miała gwarantować szybki sukces projektu. Szansą na jego realizację była dotacja z unijnych środków.

Właściciele firmy, państwo Monika i Przemysław Błażejewscy, wykorzystali okazję. Sięgnęli po dofinansowanie z Agencji Rozwoju Pomorza. Wkrótce stracili niemal wszystko: firmę, mieszkanie i dobre imię. Ścigani przez wierzycieli mają problem z podjęciem jakiejkolwiek pracy. Powód? Zmiana urzędniczej decyzji: Urząd Marszałkowski nakazał wstrzymanie dotacji i ostatecznie rozwiązanie umowy.  Decyzja wynikła ze zmiany interpretacji przepisów. Problem w tym, że dokonano jej już po zawarciu z firmą umowy i wypłaceniu pierwszych pieniędzy z dotacji.

Kwiaty 24 godziny na dobę

20 października 2008 roku firma Flower Nordica złożyła do Agencji Rozwoju Pomorza wniosek o dofinansowanie projektu ze środków Unii Europejskiej "Bukiet 24". Wart 2 miliony 154 tysiące złotych projekt zakładał, że gdańska firma ogrodnicza zaopatrzy stacje benzynowe i lotniska w całej Polsce w automaty bukietowe.

- Nasza firma dobrze prosperowała, ale chcieliśmy się rozwijać - mówi Monika Błażejewska. - Chcieliśmy, by nasze automaty były dopracowane do perfekcji. Wilgotność wewnątrz maszyny, szyba o odpowiednim zaciemnieniu - to wszystko było ważne, żeby kwiaty zachowały jak najdłużej świeżość.

Błażejewscy z wykształcenia są ogrodnikami. Sami dopracowywali szczegóły projektu automatów. Byli świadomi, że w biznesie liczy się nie tylko pomysł, ale również kontakty. Podpisali listy intencyjne z dyrekcjami pięciu polskich portów lotniczych (m.in. poznańskiej Ławicy, Katowic i Wrocławia) oraz władzami Orlenu i BP. Dołączyli je do wniosku o dofinansowanie.

W piśmie zaznaczyli, że ich celem jest zbudowanie sieci kwiatowych dystrybutorów obejmujących cały kraj: przenośne automaty będą zainstalowane w 10 portach lotniczych i na 120 stacjach benzynowych.

Dobre złego początki

Z początku nic nie zapowiadało tragicznego finału przedsięwzięcia. Pozytywne opinie pracowników Agencji Rozwoju Pomorza - spółki powołanej przez samorząd wojewódzki m.in. do oceny biznesowych projektów - oraz dwóch niezależnych ekspertów pozwoliły sprawnie przeskakiwać kolejne etapy w skomplikowanej drodze do unijnej dotacji.

11 grudnia 2008 roku Błażejewscy otrzymali informację, że projekt przeszedł pozytywnie "ocenę wykonalności" i został skierowany pod obrady Zarządu Województwa Pomorskiego. Ostatnie słowo należało bowiem do pomorskiego marszałka i jego zastępców.

Pół roku później Błażejewscy trzymali w ręku umowę o dofinansowanie swojego "Bukietu 24". Na rozruch przedsięwzięcia otrzymali 800 tys. zł z UE i budżetu państwa. Ogólny koszt projektu był dwukrotnie większy, ale pozytywnie zaopiniowany biznesplan zakładał, że nakład zwróci się z nawiązką.

Wiatr w żaglach

Mając umowę, Błażejewscy rozpoczęli inwestycję. Dotychczasowa siedziba Flower wymagała rozbudowy. Potrzebna była przestrzeń do wytwarzania tylu bukietów, żeby zaopatrzyć automaty w całej Polsce. Trzeba było wziąć w leasing pojazdy do rozwożenia kwiatów. Wreszcie trzeba było zamówić same automaty - jedna maszyna przeznaczona na lotnisko kosztowała ok. 50 tys., a na stację benzynową - 7 tys. zł.

Pomogły pożyczka i kredyt zaciągnięty w banku, gdyż unijne dotacje spływają zawsze z opóźnieniem. Firma zaczęła się szybko rozwijać.

Błażejewscy zatrudnili dodatkowe osoby.- Poczuliśmy wiatr w żaglach. Cieszyliśmy się, mieliśmy nadzieję na duży biznes, na sukces - wspomina Monika.

Błażejewscy szacują dziś, że kwota poniesionych wówczas wydatków sięgnęła ok. 2 mln zł. To dużo, jak na przedsiębiorstwo z rocznym zyskiem ok. 100 tys. zł, ale gwarancją spłaty zobowiązań była umowa podpisana z Urzędem Marszałkowskim. Nie tylko Błażejewscy wierzyli, że przedsięwzięcie się uda. Również urzędnicy ARP czy niezależni eksperci nie widzieli zagrożeń w realizacji zamierzeń.

Jak domek z kart

Problemy zaczęły się w styczniu 2010 - pół roku po zawarciu umowy, kiedy Flower Nordica była w inwestycyjnym szczycie.

Z Agencji Rozwoju Pomorza przyszło zaskakujące pismo. W dokumencie informowano, że poniesione przez Błażejewskich koszty są "niekwalifikowane".

W urzędniczym żargonie oznacza to, że rozpoczęte z kredytu inwestycje nie będą sfinansowanie z unijnych środków. ARP w imieniu Urzędu Marszałkowskiego zażądała również zwrotu już wypłaconych pieniędzy.

- Z początku sądziliśmy, że to pomyłka - mówi pani Monika. - Przecież na bieżąco kontaktowaliśmy się z pracownikami ARP i wielokrotnie pomagali nam przy przedsięwzięciu.

Pomyłki jednak nie było. Skąd tak nagły zwrot w urzędniczej ocenie projektu? Okazało się, że pismo jest wynikiem kontroli Urzędu Marszałkowskiego w Agencji Rozwoju Pomorza.

- Wątpliwości kontrolujących dotyczyły lokalizacji części dystrybutorów z kwiatami, gdyż znajdowały się poza terenem naszego województwa - tłumaczy Małgorzata Pisarewicz, rzecznik prasowa Urzędu Marszałkowskiego. - Niekwalifikowalność wydatków stwierdzono w wyniku jednoznacznej interpretacji uzyskanej z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

Zdaniem Urzędu Marszałkowskiego, z tej puli unijnej dotacji (tj. Regionalnego Programu Operacyjnego) nie mogą być dofinansowane przedsięwzięcia realizowane poza granicami województwa.

Nie pomogła argumentacja, że firma jest z Pomorza, że tu płaci podatki, tu dokonuje zakupów, a wreszcie że tu zatrudnia pracowników potrzebnych do produkcji i dystrybucji bukietów.

Kolejne miesiące wymiany korespondencji nie przyniosły efektu.

- Urząd proponował zmianę projektu. Mieliśmy te 10 automatów lotniskowych i 120 przeznaczonych na stacje benzynowe przenieść na Pomorze. To absurd! - bulwersuje się Błażejewska. - Nie wiem, które lotniska pan marszałek miał na myśli, poza gdańskim portem. Chyba te należące do aeroklubów albo wojskowe w Gdyni czy Malborku?

Na równi pochyłej

Ostatecznie pomorski marszałek Mieczysław Struk rozwiązał umowę z Flower Nordica, a firma została zobligowana do zwrotu dotacji. Kolejne miesiące były dla państwa Błażejewskich i ich spółki jak lot pikujący w dół.

- Mąż jeszcze z początku łudził się, że będziemy mogli utrzymać się z bieżącej działalności firmy. Na rynku byliśmy od kilkunastu lat, "Bukiet 24" to nie była nasza jedyna działalność - mówi Monika.

Niestety, lawina zobowiązań, które coraz trudniej było sfinansować, przytłoczyła Flower Nordica. Monika Błażejewska wspomina, że najtrudniejszy był grudzień 2010. Tuż przed świętami wierzyciele zapukali gremialnie do drzwi spółki, a komornik zajął konta.

Błażejewscy nie wytrzymali. Sprzedali mieszkanie na poczet długów, zwolnili pracowników i zamknęli działalność.

- Ponieśliśmy śmierć cywilną - przyznają z goryczą. - Zostaliśmy sami z trójką synów, bez mieszkania i możliwości zarobkowania. Oczywiście bardzo chciałabym pójść do pracy, zacząć zarabiać i spłacać długi. Jednak większość wynagrodzenia zostanie natychmiast zajęta przez komornika. Oficjalny dochód wynosić może tylko nieco ponad 900 złotych miesięcznie.

Oświadczenie Łukasza Żelewskiego, prezesa Agencji Rozwoju Pomorza:

W ciągu ostatnich trzech lat Agencja Rozwoju Pomorza rozwiązała kilka umów oraz uznała za niekwalifikowane szereg wydatków, co do których mieliśmy pełne przekonanie, iż są one ponoszone zgodnie z polskim prawem i logiką biznesową. Nie były one jednak zgodne z ultraortodoksyjną interpretacją zapisów Rozporządzenia ws. Regionalnej Pomocy Inwestycyjnej. Jedną z "ofiar" tego rozporządzenia jest właśnie firma Flower Nordica. Zarząd ARP SA umocowany przez Zarząd Województwa Pomorskiego wielokrotnie w imieniu naszego regionu podnosił na forum instytucji centralnych, tak w sposób formalny, jak i w nie, problem związany z interpretowaniem wspomnianego rozporządzenia. Niestety, bez skutku. Jest mi niezmiernie przykro, słysząc, jak zakończyła się działalność na rynku naszego byłego beneficjenta.

Rozmowa z Małgorzatą Pisarewicz, rzeczniczką marszałka województwa pomorskiego

Zarząd województwa musiał wiedzieć, że Flower Nordica planuje montaż automatów w całym kraju, a nie tylko w obrębie województwa pomorskiego. Dlaczego więc Państwo, jako zarząd, udzielili dotacji Błażejewskim?

Intencje i plany biznesowe określone we wniosku o dofinansowanie oraz w załączonym do niego biznesplanie były doskonale znane - najpierw ARP SA, a w konsekwencji Urzędowi Marszałkowskiemu.

Pracownicy agencji oceniający pod względem formalnym przedmiotowy wniosek w 2008 roku mieli świadomość, iż część z urządzeń zostanie umiejscowiona poza województwem pomorskim. Nie kwestionowaliśmy tych rozwiązań, posługując się prostą logiką: skoro siedziba przedsiębiorcy znajduje się w Pomorskiem (czyli tu będą płacone podatki), miejscem zatrudnienia nowych pracowników będzie siedziba firmy, a urządzenia mają charakter mobilny - należy uznać taki wniosek za poprawny. Poprawność takiego toku myślenia została potwierdzona przez dwóch niezależnych ekspertów oceniających ten projekt. Dysponowaliśmy ponadto pismem Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, w którym akceptowano podobną sytuację - gdy beneficjent kupował sprzęt budowlany, który użytkowany miał być także poza województwem.

Skąd więc późniejsza zmiana decyzji i rozwiązanie umowy z Flower Nordica?

Dwie opinie, jakie w sprawie Flower Nordica wydało ministerstwo w toku kontroli w ARP, nie dały zarządowi województwa jakiegokolwiek pola manewru. Ministerstwo wprost wskazało, że zasady opisane w przykładzie z firmą budowlaną nie mają zastosowania w przypadku projektu Flower Nordica. W czasie, jaki upłynął między datą podpisania umowy a jej rozwiązaniem, nie tyle zmieniono właściwe wytyczne - co raczej zmieniła się ich interpretacja.

Państwa działania, jako dysponentów środków unijnych - owa "zmiana interpretacji" - doprowadziły nie tylko firmę, ale też prywatne osoby do bankructwa.

Chciałabym podkreślić, iż wszelkie działania zarówno Urzędu Marszałkowskiego, jak i Agencji Rozwoju Pomorza zmierzały wyłącznie do doprowadzenia założeń i elementów całości projektu do pełnej zgodności z przepisami prawa. Zgodności z interpretacjami i opiniami wydanymi przez Ministerstwo Rozwoju, a także z uwzględnieniem interesu beneficjenta. Stąd ustalenia podjęte wskutek działań kontrolnych Urzędu Marszałkowskiego oraz zalecenia skierowane do Agencji Rozwoju Pomorza nie kwestionowały projektu czy też nie podważały przedsięwzięcia biznesowego jako całości, a odnosiły się tylko do wydatków ponoszonych przez beneficjenta na zakup urządzeń lokalizowanych poza obszarem województwa. W konsekwencji - mając na względzie przede wszystkim możliwość kontynuowania przedsięwzięcia przez beneficjenta - Agencja Rozwoju Pomorza zaproponowała beneficjentowi modyfikację projektu, jednak przy zachowaniu przyznanego dofinansowania ze środków unijnych.

Rozmawiał Łukasz Kłos

Artykuł pochodzi w całości ze strony www.dziennikbaltycki.pl.

Last modified on Saturday, 14 September 2013 10:53
× Uwaga! Serwis florand nie jest już atkualizowany, zapraszamy na naszą nową stronę wsparcieflorystow.pl